| "Nieświadomość i przeniesienie filary myśli psychoanalitycznej" Adam Rożek |
| Wpisany przez Adam Rożek |
|
Zapraszam Państwa do dalszego zapoznawania się z psychoanalizą. Zamiarem moim jest przedstawić Państwu pewne cechy, właściwości Nieświadomości i Przeniesienia, dzisiaj rozumianych jako jedne (lecz nie jedyne) z podstaw i tożsamości myślenia psychoanalitycznego.
Myśląc o dzisiejszy wykładzie, zastanawiałem się jak rozumiana jest nieświadomość w życiu tzw. codziennym. Poprosiłem osoby niezwiązane z terapią psychoanalityczną, niezwiązane również z psychologią, informując ich o temacie wykładu i o moim zastanawianiu się nad rozumieniem tego pojęcia, o to, co ich zdaniem oznacza nieświadomość. Jakie myśli przychodzą im do głowy, gdy usłyszą to słowo? Tą samą prośbę mógłbym sformułować do zebranych tutaj Państwa i przekonany jestem, że przychodząc do sali na dzisiejszy wykład, już część pracy zrobiliście zastanawiając się, o czym on będzie. Zebrane przekonania, definicje nie będą jednorodne, tak jak niejednorodne były dzielone ze mną przemyślenia osób odpowiadających na moją prośbę. Dla jednej osoby nieświadomość nie istnieje, mówiąc, że nie wierzy w to. Rozwinięciem jest twierdzenie, że przecież jest świadoma tego, co czyni, wie, co robi, nawet jak jest to oceniane przez nią jako szkodliwe, problematyczne. W uzupełnieniu dopowiada, że coprawda nie wszystko rozumie skąd się to wzięło, że tak robi, ale jest świadoma tego, co robi i nie uwierzy, że ktoś może być nieświadomy tego, co robi. Ciekawą myślą w finale rozmowy było przywołanie sceny, gdy rodzic dostrzeże zachowanie dziecka i oceni je jako "niewłaściwe" czy "niegrzeczne". Wytłumaczenie dziecka, złapanego na "gorącym uczynku" brzmi "ja to zrobiłem niechcący". Inna osoba odpowiadając na moją prośbę, mówi o przykrym stanie, kiedy ktoś traci przytomność, nie wie, co się z nim stało i dzieje. Przywołuje sytuację ograniczenia świadomości pod wpływem substancji tzw. psychoaktywnych (alkoholu, narkotyków). Jeszcze inna osoba mówi, posiłkując się przykładem swojego przełożonego i popełnianych przez niego wg tej osoby "rażących błędów", że przecież musi on to robić nieświadomie, bo gdyby był świadomy tego, co robi to by tak "źle", niszcząc wiele, nie robił. Tak więc, po zebraniu tych informacji, doszedłem do wniosku, że zdanie na temat nieświadomości, ma każdy, poza tym nie jest ono jednolite i spójne. Nie bez znaczenia jest fakt, że pytanie o nieświadomość często porusza myślenie o świadomości i ewentualne relacje, stosunki między nimi istniejące. Pozostawiając na moment Nieświadomość, pozwólcie Państwo, że zajmiemy się przez chwilę świadomością. Co to jest świadomość?W różnorodnych słownikach, encyklopediach znajdziemy mnóstwo definicji świadomości. Można powiedzieć, że cała psychologia zajmuje się właśnie tym. Cechą wspólną jest to, że świadomość to jakiś stan. Stan psychiczny, w którym wiemy, co się dzieje w nas, jak również, co się dzieje w naszym otoczeniu. Zdajemy sobie sprawę z faktu istnienia samego siebie, dalej zdajemy sobie sprawę z istnienia otoczenia i jeszcze jeden fakt, istnienie naszego życia wewnętrznego, psychicznego (ja czuję, ja myślę, pomyślałem sobie, przeżywam). Łacińskie określenie świadomości i sumienia (tak charakterystycznego dla człowieka) - CONSCIENTIA - mieści w sobie część "con" (z) i "scientia" (wiedza). W potocznym rozumieniu, conscientia to wiedza, często tajemna, poufna dzielona między zaufanymi osobami. W ujęciu bardziej metaforycznym conscientia to wiedza dzielona z samym sobą, wiedza o sobie i wiedza o przeżywaniu siebie. Nauka dzisiejsza, między innymi medycyna, psychiatria, badają i określają możliwości ograniczenia, zaburzenia świadomości, co jest zbieżne ze skojarzeniem, tak niepokojącym jedną z osób, które prosiłem o określenie nieświadomości - utrata świadomości, niepełna świadomość, zniesiona świadomość. Powoli zbliżamy się do nieświadomości. Powyższe ujęcie świadomości i trudności z jej trwaniem potocznie mogą być rozumiane jako nieświadomość, czyli pozbawiony cechy świadomości (nie - świadomość), nieprzytomny. Takie jednak rozumienie nie jest tożsame z myśleniem psychoanalitycznym, choć jak okazują przykłady przedstawione przez osoby poproszone o zdefiniowanie nieświadomości, potocznie można tak je przyjmować. Zygmunt Freud zajmując się nieświadomością (lecz nie będąc jej odkrywcą) dwojako myślał o niej. Pierwsze znacznie tak bliskie modelowi "nie - świadomość" oznaczało to, co akurat nie jest obecnie w polu świadomości. Znamy z doświadczenia własnego sytuacje, gdy coś robimy a nie zastanawiamy się nad tym, jakby automatycznie, chodzimy, myjemy naczynia itp. Jednak nieświadomość wg psychoanalizy ma również inne znaczenie. Jak Państwo pamiętacie w I wykładzie o "Psychoterapii Psychoanalitycznej - podróż w głąb siebie", Pani Anna Stęplewska Południak wspominała o trzech obszarach psychiki ludzkiej. O systemie czy sferze świadomości, przedświadomości i nieświadomości. Czym one są? Świadomość możemy przyjąć za obszar, który znamy, rozumiemy, pewnie się w nim czujemy. Jest jak oglądane przez nas znane miejsce w świetle dziennym. Na wyciągnięcie ręki, czy jak wspominała Pani Stęplewska, na wyciągnięcie pamięci są rzeczy, wyobrażenia, treści mieszczące się w podświadomości. Przy dobrym skoncentrowaniu mogą one wejść do obszaru znanego miejsca oświetlonego słońcem - czyli do świadomości. W praktyce znamy z doświadczenia, że o czymś zapomnieliśmy i możemy sobie to z czasem przypomnieć, odnajdujemy nazwisko osoby, które mamy "na końcu języka". Nieświadomość to obszar trzeci, którego sami nie możemy poznać i do którego nie mamy swobodnego dostępu. To nie znaczy jednak, że go nie ma. Bardzo obrazowo przedstawiał relacje między tymi sferami Zygmunt Freud. Posłużył się on wyobrażeniem, które Państwu również zaproponuję. Proszę wyobrazić sobie ogromny przedsionek, przedpokój pełen różnych postaci. Obok jest mniejszy salon, pokój dzienny. Między nimi (jakby w drzwiach) jest strażnik. Co też on robi? Rewiduje pojedyncze osoby, postaci, cenzuruje je i nie wpuszcza do salonu, jeśli mu się nie podobają. Ale nawet jak przejdą do salonu, pokoju dziennego, to jeszcze nie są one uświadomione. Inny przykład rozwijający obraz zaproponowany przez Freuda, bardzo ciekawy i pochodzący z literatury polskiej przedstawił Tadeusz Dołęga-Mostowicz w sfilmowanej powieści "Kariera Nikodema Dyzmy". Proszę przypomnieć sobie, zakładam, że wszyscy Państwo znacie jak nie książkę to serial filmowy, scenę bankietu. Znalazłszy zaproszenie na bankiet, głodny Nikodem Dyzma postanawia w stroju wieczorowym (ostatnia wartościowa rzecz, jaką posiadał) udać się na ten raut. Jego celem było najeść się, a konsekwencje nie okazywały się dla niego, w porównaniu do odczuwanego głodu, istotne - "najwyżej wyrzucą za drzwi". Udało mu się przejść drzwi i znalazł się w salonie, gdzie przystąpił do "konsumpcji". Proszę zapamiętać ten obraz a po kolei postaram się Państwu ukazać cechy nieświadomości. Po pierwsze nieświadomość funkcjonuje zgodnie z tzw. "zasadą przyjemności" czy też inaczej procesu pierwotnego. Co to oznacza? Oznacza to, że nie ma w niej logiki, racjonalności, ona po prostu "chce". I to "chce" natychmiast. Nie będzie czekać na spełnienie, ona dąży do zaspokojenia i rozładowania napięcia. U naszego Nikodema, jest nim głód, który domaga się zaspokojenia. A nieprzyjemne odczucie z nim związane jest właśnie tym napięciem. Tu dochodzi kolejne pojęcie charakterystyczne dla Freuda - popęd. Jest to siła, energia, która kieruje, czy bardzie aktywuje nasze działanie. W niektórych przypadkach możemy dostrzec w miarę czyste działanie popędu, np. u małych dzieci - one natychmiast chcą być nakarmione jak odczuwają głód, czy przytulone, jeżeli jest im krzywda. Jeżeli tego nie otrzymują, reagują płaczem i krzykiem. Freud rozróżnił dwa rodzaje popędów: libidinalny oraz agresywny. Pierwszy z nich, traktując sprawę w sposób uproszczony jest popędem umożliwiającym przetrwanie, życie, zachowanie gatunku. Drugi agresywny dąży do zdobycia, panowania, lecz także destrukcji, zniszczenia. Nasze działanie nie jest czyste, jeżeli chodzi o objawianie się popędów. W każdej postaci naszego zachowania przejawią się i jeden i drugi. Np wspomniany głód Nikodema, można śmiało przyjąć, że jest on potrzebny do zachowania gatunku, trwania, życia, dbania o siebie, lecz równocześnie jedzenie musi być pochłonięte, przerzute, zmiażdżone, czyli posiada aspekt niszczenia. Tak więc wiemy już, że w nieświadomości mieszczą się popędy, energia dążąca do rozładowania oraz że nieświadomość działa w oparciu o zasadę przyjemności. Kolejną cechą nieświadomości jest niesprzeczność. Ona nie ma dylematów o istnieniu dwóch popędów, tendencji, potrzeb o różnych treściach. Działa po prostu ta, która jest aktualnie silniejsza, ma większą energię. Jak się najemy, chcemy pospać, jak pośpimy, chcemy pić, jak się napijemy, chcemy zaspokoić pragnienia seksualne, a później znowu chcemy jeść itd. Obserwujemy to właśnie u małych dzieci, u niemowląt (sen, jedzenie, wydalanie, pieszczota, sen, jedzenie, wydalanie) i tak przez całe życie. Stąd kolejna cecha nieświadomości, ona stale działa, popędy mogą być zaspokojone czasowo, wygaszone, ale istnieją i dadzą zaraz znowu o sobie znać. Jest bezczasowa. Bezczasowa również w tym sensie, że nie podlega uporządkowaniu czasowemu. Treści, które są w nieświadomości są obok siebie bez względu na to czy są stare czy pochodzą z bliskiego okresu. I kolejna ważna rzecz, jak są aktywne cały czas, "chcą" być zaspokojone natychmiast, bez względu na realia. Niemowlę nie czeka aż mama ostudzi mleko, nie czeka aż przygotuje pierś do karmienia, będzie domagało się pokarmu krzykiem aż nastąpi zaspokojenie. Dopiero z czasem inna instancja psychiczna, postara się łagodzić działanie nieświadomości i treści z niej pochodzących o uwzględnienie warunków zewnętrznych, realiów. Usłyszy np. dziecko, dobrze dostaniesz jedzenie, ale zobacz jest gorące i poczekaj chwilę, bo się oparzysz. Wracając do naszego bohatera bankietowego. Aktywowała się potrzeba najedzenia, teraz tylko jak ją zaspokoić. Pracy, nie ma, pieniędzy nie ma, nie jadł od paru dni. W ten sam sposób funkcjonuje nieświadomość. Nie ma ona warunków do zaspokojenia swoich potrzeb, realizować je musi w świecie zewnętrznym. Musi pójść na bankiet, albo jak w przykładzie Freuda wejść do salonu z przedsionka. Okazuje się naszym oczom jeszcze jedna rzecz. Dlaczego w ogóle go wpuszczono, przecież tak naprawdę to nie był zaproszonym gościem. Nikodem się przebrał. Ubrał smoking, ogolił się, wyczyścił buty, nie pokazał się takim, jaki jest w czystej postaci. Bezrobotny, głodny, bezradny. Dzięki zdobytemu zaproszeniu i przebraniu, przepuścił go portier, powitał sekretarz Premiera w drzwiach życząc spędzenia miłego czasu na raucie. Można powiedzieć, że treść nieświadoma, w przebraniu, zmieniona, przedostała się do świata realnego. W tym momencie Nikodem zaczyna przeżywać lęki, dostrzega to, kim jest i co robi. Ociera pot z czoła "Dzięki Bogu, tylko teraz śmiało..", postanowił opanować głód o tyle, by uważać, jak zachowują się inni. Najchętniej chwyciłby któryś z tych półmisków i zjadł jego zawartość gdzieś w kącie". Nakłada sałatkę i następuje niefortunne zdarzenie z Terkowskim. Otóż wypada po potrąceniu Nikodemowi talerzyk z jedzeniem na podłogę. Ten wściekły zrobił awanturę sprawcy, co zapoczątkowało serię zdarzeń umożliwiających Nikodemowi przeżycie swojej Kariery, Kariery dramatycznej, momentami tragicznej (morderstwo Boczka, osoby znającej przeszłe życie Nikodema Dyzmy), opartej o kłamstwie i lęku przed ujawnieniem prawdy (wysłanie Terkowskiego na placówkę dyplomatyczną do Mongolii). Cechą charakterystyczną i przy tym najbardziej widzów śmieszącą jest to, że wszyscy (poza uznawanym za wariata Georgem Ponimirskim), dają się nabrać. Mimo ewidentnych wpadek, pomyłek, gaf, pokazujących realnego Nikodema, nikt tego nie dostrzega, widząc w nim Męża Stanu, w sytuacji trudnej - Zbawcę Narodu. Coś im przeszkadzało dostrzec prawdę? Szukając odpowiedzi na te pytanie, proponuję wprowadzić nowy termin, znany w psychoanalizie jako przeniesienie. Również jak w przypadku nieświadomości, zastanawiałem się jak przeniesienie jest rozumiane potocznie. Osoby, z którymi rozmawiałem, te same, o których wspominałem na początku wykładu, mówiły np. o przenoszeniu swoich stanów emocjonalnych na innych. Jedna z nich, pracująca w instytucji opiekującej się innymi osobami, mówiła, że np. jak ja jestem zła, co rozumiem, że przeżywam złość, i podchodzę do innej osoby, która też się złości, czy może wybuchnąć agresją, to katastrofa murowana. Natomiast jak ja jestem spokojna, to jakby łagodzę tę drugą osobę. W innym przypadku, przeniesienie rozumiane było, jak że np. rodzice przenoszą na dzieci swoje aspiracje. Załóżmy, że im się coś nie udało i dzieci muszą np. iść do takiej szkoły, do której chciał iść rodzic. W teorii psychoanalityczne jest szereg zjawisk, które tłumaczą powyższe zachowania, występujące w życiu codziennym. Przykłady powyższe nie stanowią jednak ścisłego odzwierciedlenia przeniesienia w sensie psychoanalitycznym. Aby Państwu przeniesienie przybliżyć, posłużę się innymi przykładami z rozmowy z osobami pomagającymi mi w przygotowaniu wykładu. W pewnym momencie rozmowy, pojawił się taki przykład: a jak to jest, że jak idę do sklepu obuwniczego to wiem, że ekspedientka mi nie poradzi i sama muszę wybrać buty. A przecież jej nie znam i może być bardzo doświadczona i znająca się na swoim fachu, ale mimo to wiem, że ona nie będzie umiała, nie potrafi mi poradzić. Albo jak mam iść do urzędu skarbowego to będzie na pewno jakaś kara, jakiś błąd zrobiłam i będą się wyśmiewać. Lecz jednocześnie pierwszy raz będę w tym urzędzie i nie wiem nawet, co mnie tam spotka. I jeszcze jeden ciekawy przykład. Jak chłopak spotyka dziewczynę, zakochuje się w niej. Jest ona najlepszą osobą pod słońcem, piękna, mądra, dowcipna. Świata poza nią nie ma. Aż chce przebywać w jej towarzystwie 24 godziny na dobę. Po miesiącu, dwóch, po roku, okazuje się, że jest fałszywa, samolubna. Za jakiś czas spotyka inną dziewczynę i okazuje się jeszcze lepsza, bardziej interesująca i błyskotliwa. I ona również okazuje się jak puszka Pandory, pełna najgorszych cech, a przy tym jeszcze zdradziła. Bardzo łatwo dojść do całkiem uzasadnionego przekonania, wszystkie dziewczyny są takie same. Przykłady te są różne. Pierwszy dotyczy sprzedawczyni, osoby nieznanej i spotkanej przypadkowo. Drugi dotyczy instytucji. W trzecim przypadku mamy do czynienia z bliską osobą. Mają jednak, choć pozornie może nie być to dostrzegalne wspólne cechy. Są nieadekwatne. Nieadekwatny wydaje się osąd sprzedawczyni i jej kompetencji oraz chęci pomocy kupującemu, co, do których są wątpliwości bez realnych powodów, zanim się przekonamy o rzeczywistych chęciach i kompetencjach. Taki sam nieadekwatny jest osąd o tym, co się wydarzy, spotka w urzędzie skarbowym i jacy są ludzie, którzy tam pracują. Nieadekwatny a przy tym zmienny, idealny a później jednoznacznie negatywny jest osąd o bliskiej partnerce. W życiu codziennym często poprzestajemy na tym, że stwierdzimy, że ta sprzedawczyni, instytucja, partnerka jest taka jak myślimy. Czasami zastanawiamy się czy to, aby prawda, może się mylimy? Po weryfikacji, sprawdzeniu, przekonaniu się możemy powiedzieć, że mieliśmy rację, albo powiedzieć "przepraszam, źle cię oceniłem". Psychoanaliza i w praktyce terapii idziemy jeszcze jeden krok dalej. Zadajemy sobie pytanie, jaki jest nasz obraz sprzedawczyni, instytucji, partnerki i zastanawiamy się skąd wziął się taki a nie inny nasz osąd, co on również oznacza dla nas i jak siebie w tym widzimy. Aby podążyć dalej w naszym poszukiwaniu odpowiedzi, pozwolą Państwo, że skorzystam z okazji i wprowadzę do naszych rozważań nowe założenia, założenia teorii relacji z obiektem. Teoria relacji z obiektem jest w dzisiejszej psychoanalizie jedną z głównych współczesnych myśli, obszarowo ma ona wielu zwolenników w krajach europejskich, Ameryce płd., Azji, jest również dominująca w Polsce. Zakłada ona zajmowanie się analizowaniem trzech elementów. W naszych przykładach będą to: - ja, podmiot, osoba przeżywająca, a dokładniej mój obraz siebie - np. będący niezależnym i samodzielnym, radzącym sobie bez pomocy w sklepie; ja popełniający poważne błędy i zawstydzany przez innych; ja bezgranicznie ufający szczęśliwy i euforyczny a przy tym rozczarowany i oszukiwany przez innych) - obiekt, który jest czymś lub kimś istotnym, ważnym dla nas i z którym mamy jakąś relację - z uwzględnieniem, że obiektem może być osoba, myśl, pogląd, wartość, przedmiot (niekompetentna i niepomocna sprzedawczyni, niechętna do niesienia wsparcia; wyśmiewający i zawstydzający a przy tym karzący urząd skarbowy; idealna, zaspokajająca wszystkie potrzeby a następnie niezasługujaca na zaufanie, zdradzająca, rozczarowująca partnerka). Powracając do naszych przykładów i dostrzeganiu w nich nieadekwatności w ocenie obiektów ponownie pytamy jak to się stało? Jak to się stało, że sprzedawczyni, której osoba nie zna, nie wie nic o jej kompetencjach i chęciach pomagania kupującym, widzi jako niechętną i niekompetentną? Jak to się stało, że instytucję, do której idzie pierwszy raz widzi jako wyśmiewającą i karzącą? Jak to się stało, że tak zmienne i skrajne są oceny dotyczące bliskiej partnerki? Tak jakby zaszła jakaś gruba pomyłka. Odpowiedź jest bardzo prosta, przeniesione zostały cechy jednych obiektów na inne. To nie ich dotyczy ocena, osąd, to obraz relacji z innymi obiektami. A jak to wystąpiło aktualnie, to musimy przyjąć, że dotyczy obiektów nie z przyszłości, lecz przeszłości. To ktoś inny z przeszłości był widziany, jako niepomocny i niekompetentny i wytworzyło się w nas przekonanie, że musimy radzić sobie sami, to kogoś innego widzieliśmy jako zawstydzającego i karzącego za nasze błędy, które wydają się nam poważne i ogromne, to kogoś innego uznawaliśmy za idealnego i zaspakającego a przy tym zdradliwego, przez co nie możemy nikomu zaufać i być w satysfakcjonującym związku partnerskim. Można powiedzieć, że powtarzamy już raz ograną historię. Przeżywamy powtórkę bolesnego i trudnego zdarzenia z przeszłości w nowych szatach. To zjawisko nazywamy właśnie przeniesieniem. Wszystkie relacje, jakie są naszym udziałem, zawierają w sobie element przeniesienia, jednocześnie zawierają element realistyczny. Przeniesienia, bo wiemy, jaka jest druga strona z góry, już coś przeżywamy (np. zawstydzenie, lęk, brak zaufania, brak bezpieczeństwa), i realnego, gdy możemy się przekonać, że sprzedawczyni jednak doradzi i chce pomóc, w urzędzie skarbowym są osoby tłumaczące cierpliwie, na czym polega błąd i zapoznają z procedurą najszybszego usunięcia, że partnerka nie jest może wspaniała, ma jakieś wady, ale jednocześnie można jej wybaczyć słabości i budować dalej związek. Zróbmy w tym miejscu krótkie podsumowanie przeniesienia. Występuje powszechnie. Jest ono nieadekwatne do aktualnej sytuacji. Polega na przeżywaniu uczuć i myśli, których doświadczaliśmy w stosunku do innych ważnych osób - z przeszłości a szczególnie z dzieciństwa. I jeszcze jedna istotna rzecz, oczywiście w znacznej mierze jest nieświadome - gdybyśmy zdawali sobie sprawę z tych zniekształceń, to byśmy przecież tak nie reagowali. Raczej nie postąpilibyśmy jak w anegdocie o występku popełnionym przez szewca, za co mieszkańcy wioski powiesili kowala. Fakt, że przeniesienie dotyczy sfery przeżyć w stosunku do ważnych osób pokazuje, że może mieć ono różny znak, z pewnością nie będzie jednak nasz stosunek obojętny. W psychoanalizie mówimy o przeniesieniu negatywnym i przeniesieniu pozytywnym. Ten pierwszy wskazuje na przenoszenie na nowy obiekt negatywnych, niekorzystnych i co oczywiście pamiętamy nieadekwatnych cech, wartości. Przeżywamy reakcje dotyczące agresywnych uczuć, może być wówczas wyrażana nienawiść, złość, wrogość, brak zaufania, niechęć pogarda, lekceważenie. W przeniesieniu pozytywnym mamy do czynienia z idealizacją, przypisywaniem samych dobrych, pozytywnych cech. Przeżywamy wówczas w stosunku do obiektu sympatię, fascynację, tęsknotę, szacunek. Aby zobrazować Państwu te dwa rodzaje przeniesienia posłużę się przykładem. Z przeniesieniem pozytywnym mamy do czynienia np. w stanie zakochania. Cały świat jest zły, oszczerczy względem naszego obiektu miłosnego, naszych ukochanych. Słowa mamy, taty, siostry, brata, którzy mówią, to nie jest najlepsza partia dla Ciebie, jak on Cię traktuje, przeżywasz jako atak na ideał. Tylko z nim jesteś szczęśliwa, w pełni zrozumiana i zaspokojona. Ale z reguły miesiąc miłosny szybko się kończy. Partner wczoraj tak piękny, mądry, wspaniały dzisiaj nie jest już taki. Nie zawsze ma czas, bywa zmęczony, ma słabostki. Krzyczy i bije, robi awantury - upija się. Mówimy On się zmienił. No tak tylko już wcześniej ktoś o tym, jaki jest mówił. Przeniesienie poza tym, że może być negatywne i pozytywne może swoim charakterem wskazywać na źródło pochodzenia. Jak pamiętamy z wykładu Pani Anny Stęplewskiej-Południak rozumiemy psychikę jako działanie trzech części - reprezentującą popędy (libidinalny i agresywny), impulsy, biologiczne potrzeby ID. Drugą instancją jest SuperEgo, zwane naszym sumieniem. Ono jest zbiorowiskiem norm społecznych, nakazów i zakazów, które przyswoiliśmy. Często działa nieświadomie. Może być wyrozumiałe, lecz również może być bardzo karzące. Przejawia się np. w myślach no faktycznie źle kogoś potraktowałem, nie powinienem tak powiedzieć. Trzecią częścią psychiki jest Ego, którego zadaniem jest pogodzenie ID, działającego nieświadomie i w oparciu o wspomnianą wcześniej zasadę przyjemności (po prostu chcę) z możliwościami zewnętrznymi (czy można, czy są warunki, które umożliwiają zaspokojenie potrzeby) oraz z Superego. Jest jakby mediatorem między siłami, które działają na nas. Z poziomu ID, reprezentując popęd agresywny możemy spotykając inną osobę zobaczyć, o ten to na mnie jest teraz zły. Dlaczego pan/pani wścieka się na mnie? Mając na uwadze poziom ID z popędem libidinalnym, seksualnym, możemy spotkać się z myślami np., w co się ubrać, a jak odbierze mój ubiór kolega/koleżanka z pracy, czy przez przypadek ten dekolt nie jest za duży? Z poziomu Superego, dostrzegamy osobę jako bardzo krytyczną, wrogą w stosunku do nas, nie chcemy z nią się kontaktować. Właśnie z tego poziomu możemy rozumieć przeżycia zawstydzające i wyśmiewające a przy tym karzące urzędu skarbowego. Z poziomu Ego, przejawem przeniesienia jest w sytuacji trudnej przypomnienie sobie jak zachował się ktoś dla nas ważny i uznawany za mądrego. Myślimy mój autorytet to by postąpił tak i tak, widziałby to i to. Uznałby rację tej strony i dostrzegłby również problem drugiej. Korzystanie z tego poziomu psychiki, napawa bardzo dużą nadzieją, gdyż dostrzegamy pozytywną identyfikację (ja chcę robić jak ktoś dla mnie ważny, jak mój autorytet), a przy tym pracować i badać różne aspekty sytuacji i dokonać właściwego wyboru. Po takiej charakterystyce przeniesienia można postawić pytanie, dlaczego jest ono tak ważne w terapii, dlaczego można je rozumieć jako filar myśli psychoanalitycznej. Argumentem jest to, że przeniesienie jest powszechne. Przez to zaistnieje również w terapii. Jako naturalne uważamy, że prędzej czy później różne myśli, przeżycia będą dotyczyły terapeuty. Nasza postawa i zasady pracy (neutralność, wstrzemięźliwość i anonimowość): Neutralność - nie opowiadamy się za stronami konfliktu, jak również nie narzucamy naszego światopoglądu, nasza postawa to postawa życzliwego obserwatora; Wstrzemięźliwość - terapeuta powstrzymuje się od zaspokajania swoich świadomych i nieświadomych potrzeb; Anonimowość - nie informujemy pacjentów o naszym życiu prywatnym, naszych przekonaniach i pragnieniach Umożliwiają głębsze i jakby silniejsze działanie tego zjawiska. Ważne dla nas jest, aby pamiętać, że to nie oznacza, że terapeuta wywołuje przeniesienie, ono istniej niezależnie od terapeuty. Natomiast postawa terapeuty umożliwia jego lepsze poznawanie. Pacjent zastanawia się czy terapeuta ma dzieci. Pyta, więc: ile pan ma dzieci? Naturalne jest, że jak ktoś pyta o to, to odpowiadamy - a mam tyle i tyle albo nie mam jeszcze. Dajemy informacje pacjentowi, ale czy przez to on lepiej rozumie siebie? Czy lepiej radzi sobie w życiu, wie, dlaczego pojawiają się u niego problemy i jakiej są natury? Czy ta odpowiedź służy jego terapii? Nie. Warto więc pokazać mu, jakie to może mieć znaczenie. Możemy powiedzieć: Intryguje Pana pytanie o to czy i ile mam dzieci. Odpowiadając na to pytanie będzie miała Pani/Pan informacje, ale pozostaje niejasne, z jakiego powodu to pytanie pojawiło się właśnie teraz. Myślę, że warto się temu przyjrzeć, jakie myśli towarzyszą temu pytaniu. Pacjent ma różne możliwości, aby odpowiedzieć, ale mówi: a tak sobie pomyślałem, że Pan jest taki dobry. Ma pan dużo cierpliwości, aby mnie wysłuchiwać i na pewno super zajmuje się swoimi dziećmi, a ja nie potrafię. Jak jestem z dziećmi swoimi, to szybko tracę cierpliwość i się wściekam. A przy tym cały czas jestem sam z nimi, jakby wszystkie problemy miały być na mojej głowie. Jasne, że Pacjent nie otrzymał odpowiedzi na swoje pytanie, lecz przez to, zachęcony do badania swoich myśli, mógł poznawać swoje motywacje, przedstawić swój świat, mówić o bezradności, jaką odczuwa, o negatywnych uczuciach do swoich bliskich i o poczuciu opuszczenia. W dalszej pracy okazuje się, że czuje się on również opuszczony przez terapeutę, dobrego, cierpliwego, którego nie ma zawsze, gdy jest potrzebny, z którym kontakt jest tylko w czasie sesji, który gdzieś znika. Po dalszym badaniu, ciężkiej pracy i analizowaniu tego przeniesienia, pacjent wspomina o tym jak brakowało mu rodziców, kiedy był w internacie, jak bał się, że sobie nie poradzi z nauką a nie było nikogo, kto by mu pomógł. Jak wściekał się i płakał, że rodzice oddali go do internatu, i że musiał sam sobie z wszystkim radzić. Fakt, że analizowane zostało przeniesienie, początkowo pozytywne (dobry, cierpliwy terapeuta) przechodzące w negatywne (ale zostawia, nie interesuje się, nie ma go, kiedy potrzebuję) umożliwił powrócenie z nieświadomości wspomnień i dalszą pracę nad nimi, tak że pacjent odkrył jak bardzo w swoich partnerkach życiowych doszukiwał się opieki, wsparcia i jak bardzo się wściekał gdy nie mógł tego otrzymać. Daje to szansę jemu bardziej realnie widzieć siebie, partnerki i relację swoją z nimi i poprawę dalszego życia. Zbliżamy się do końca wykładu. Pozostało odpowiedzieć na pytanie, na które jeszcze nie udzieliliśmy odpowiedzi - dlaczego nikt nie dostrzegł realnego Nikodema Dyzmę. Bezrobotnego, bezradnego, o niskim wykształceniu, głodującego, po czterdziestce bez perspektyw na karierę urzędniczą w Łyskowie. Dlaczego pułkownik Wareda widział w nim niesamowitego kompana, odważnego człowieka, minister Jaszuński człowieka o zdecydowanych poglądach i mocnym umyśle? A Nina Ponimirska - chodzący ideał. Odpowiedzi racjonalnej o pomyłce tylu osób nie sposób wytłumaczyć. Natomiast można wytłumaczyć tym, że widzieli oni inny obiekt. Nieświadomie i Nieadekwatnie.
Adam Rożek |
Copyright by Kujawsko Pomorskie Koło Naukowe Psychoterapii Psychoanalitycznej - 2010 - wykonanie: strony www na Joomla.
